— Świetny wybór! — pracownica biura pokazała zdjęcia ośrodka. — Tydzień pobytu, trzy posiłki dziennie, wycieczki w góry. Czterdzieści dwa tysiące od osoby.
— Mamy kredyty, a ty sobie wymyśliłaś urlop?! — darła się teściowa. —
Ksenia patrzyła na fotografie i czuła, jak coś w niej odmarza. Była tak zmęczona. Pracą, niekończącymi się prośbami teściowej, życiem w wiecznej oszczędności.
— Biorę — powiedziała stanowczo.
Pracownica wydrukowała bilety i dokumenty. Ksenia zabrała je, schowała do torebki i wyszła z biura z lekkim sercem. Po raz pierwszy od trzech lat zrobiła coś wyłącznie dla siebie.
W domu ostrożnie położyła bilety na stoliku w salonie, obok dokumentów dotyczących ośrodka wypoczynkowego. Igor był w pracy, miał wrócić dopiero wieczorem. Ksenia poszła do kuchni przygotować kolację, podśpiewując pod nosem.
Dzwonek do drzwi rozległ się około szóstej. Ksenia otworzyła — na progu stała Walentyna Pietrowna z niezadowoloną miną.
— Dzień dobry — rzuciła sucho teściowa, wchodząc do środka bez zaproszenia.
— Dzień dobry, Walentyno Pietrowno — Ksenia zamknęła drzwi.
Teściowa przeszła do salonu, rzuciła płaszcz na fotel i usiadła na kanapie. Jej wzrok natychmiast padł na bilety leżące na stoliku.
— Co to jest? — chwyciła bilety i zaczęła je oglądać.