— Mamy kredyty, a ty sobie wymyśliłaś urlop?! — darła się teściowa. —

— Chce pani, żebym sprzedała pamiątki po mojej rodzinie, żeby spłacić wasze kredyty? — głos Kseni zadrżał.

— Co to za sentymentalizm! To tylko złoto! Sprzedasz, dostaniesz pieniądze, pomożesz nam! — teściowa махnęła ręką. — A może rodzina męża nie jest dla ciebie ważna?!

W Kseni coś pękło. Patrzyła na teściową i widziała nie bliską osobę, tylko wieczną finansową dziurę, która pożerała jej życie, jej pieniądze, jej siły.

— Mam już panią po dziurki w nosie! — krzyknęła Ksenia. — Trzy lata! Trzy lata oddaję pani pieniądze! Na pani bezsensowne kredyty, na pani zakupy, na pani zachcianki!

— Jak śmiesz…

— Mam dość! — przerwała jej Ksenia. — Odmawiałam sobie wszystkiego! Nie kupowałam ubrań, nigdzie nie wychodziłam, żyłam o suchym chlebie, byle pani starczyło! A pani dalej bierze kredyty i żąda kolejnych pieniędzy!

— Jestem matką Igora!

— I co z tego?! To daje pani prawo wysysać z nas wszystkie siły?! — Ksenia podeszła do drzwi i szeroko je otworzyła. — Proszę wyjść z mojego domu. Natychmiast.

Walentyna Pietrowna poczerwieniała z gniewu: