— Mamy kredyty, a ty sobie wymyśliłaś urlop?! — darła się teściowa. —

— Zwariowałaś?! Przyszła poprosić o pomoc, a ty na nią krzyczałaś i wystawiłaś za drzwi!

— Zażądała, żebym sprzedała biżuterię po mojej mamie!

— No i co?! To przecież tylko złoto! Sprzedasz, pomożesz nam, potem kupisz nowe!

Ksenia spojrzała na męża i zrozumiała, że nigdy jej nie pojmie. Dla niego liczyła się tylko matka, tylko jej problemy, tylko jej długi.

— Oddaj pieniądze urlopowe — rozkazał Igor. — Mama na nie czeka.

— Nie.

— Co znaczy „nie”?!

— To moje pieniądze. Zarobiłam je. Jadę na urlop.

— Jaki znowu urlop?! — Igor chwycił ze stołu bilety. — Czterdzieści dwa tysiące?! Wydałaś tyle pieniędzy, kiedy my mamy problemy?!

— Wy macie problemy. Ty i twoja matka. Ja mam urlop.

Igor cisnął biletami na podłogę:

— Odwołasz ten wyjazd natychmiast! I oddasz pieniądze mamie!