…Marek patrzył na Annę tak, jakby widział ją po raz pierwszy
— Myślę o sobie. I o naszym życiu. Jeśli jeszcze jakieś mamy. Dzień ciągnął się w nieskończoność. W pracy Anna łapała się na tym, że patrzy w jeden punkt. W głowie krążyły jej słowa Marii, milczenie Marka, spojrzenie Łukasza — pogardliwe i pewne, jakby mieszkanie już do nich należało. Konsultacja była krótka, ale konkretna. Prawnik mówił spokojnie, rzeczowo, bez emocji — i właśnie to Annę uspokoiło.
— Mieszkanie jest pani wyłączną własnością. Ma pani pełne prawo decydować, kto i na jakich warunkach w nim mieszka — powiedział. — Nawet jeśli są to krewni męża. Kiedy Anna wróciła do domu, atmosfera była napięta. Maria siedziała w salonie, obok niej Łukasz, Marek stał przy oknie. — Porozmawialiśmy — zaczęła Maria. — I zdecydowaliśmy. Anna w ciszy zdjęła płaszcz. — Nie będziemy płacić za mieszkanie — kontynuowała Maria. — Ale wyrzucić nas — to grzech. Więc niech Marek zdecyduje. Wszystkie spojrzenia skierowały się na niego. Marek zbladł. Otworzył usta, zamknął je, po czym głęboko odetchnął.