Călin złapał ją za ramię, ale ona szarpnęła się na chwilę i odsunęła. Nie siłą, ale z chłodną elegancją, ze spokojem, który go rozbrajał.
—Mario, nie robisz nic szalonego.
—Szaleństwem było milczeć przez siedemnaście lat. To pierwszy raz, kiedy zrobiłam coś normalnego.
Wchodziła po schodach powoli, ale pewnie. W pokoju Sofii paliła się mała lampka. Dziewczynka słuchała muzyki na słuchawkach i drgnęła, gdy zobaczyła matkę w drzwiach.
—Mamo? Wszystko w porządku?
Maria usiadła obok niej. Jej ręce drżały, ale głos był stanowczy.
—Wychodzę — powiedziała po prostu.
Sofia zdjęła słuchawki, nie mogąc w to uwierzyć.
—Wychodzisz? Dokąd?
Dan pojawił się w drzwiach, senny, ale uważny. Maria spojrzała na nich oboje. Kiedyś by bolało, teraz po prostu czuła, że musi być szczera.