Woda była spokojna, ale w jej błękitnym lustrze można było dostrzec twarz kobiety, która wiedziała, że wykopała sobie grób.
W ciągu kolejnych dni plotki szybko się rozeszły.
Sąsiedzi mówili, że pani Antonia przeprowadziła się do pensjonatu dla seniorów w Sinai, gdzie traktowano ją jak królową.
A Viniciu… nigdy nie wrócił do domu.
Viviana próbowała do niego zadzwonić, napisać do niego, ale telefon milczał.
Pewnego ranka otrzymała list.
Był krótki, napisany jego ręką.
„Nie mogę mieszkać obok kogoś, kto podnosi rękę na moją matkę. Dom, samochód i wszystko, co masz, jest twoje. Wybieram spokój. Viniciu”.
List wypadł jej z rąk.
Po raz pierwszy cisza w luksusowej willi wydała się ogłuszająca.
Basen na podwórku przypominał teraz śpiącego potwora, a każdy podmuch wiatru przyprawiał ją o drżenie.
Pewnego wieczoru podeszła nad brzeg wody i spojrzała na siebie w drżącym lustrze.