Dziecko wzruszyło ramionami.
— Bo się trzęsiesz… a moja mama mówi, że jak widzisz kogoś w tarapatach, to mu pomagasz.
Oczy Constantina zwilgotniały. Po raz pierwszy od wielu lat.
— Fotela — powiedział — nie da się naprawić.
— On się zmienia.
Klara wybuchnęła płaczem, ale nie ze strachu. Z ulgi.
— I jeszcze jedno — dodał, podnosząc kopertę.
— Te pieniądze są twoje.
— Zaliczka na pensję. I premia.
— Ale… ja… — wyjąkała Klara.
— Matka, która wychowuje takie dziecko, jest warta więcej niż aksamit — powiedział stanowczo.
— A ty — zwrócił się do Andrieja — masz wielką duszę.
Podszedł do regału z książkami i wyjął starą ramkę ze zdjęciem.
Chudy chłopiec z poobijanymi kolanami, trzymający niemal identyczny samochodzik.
— Był mój — wyszeptał Constantin.