Milioner wrócił do domu o północy

„Proszę pana… wczoraj pani Maria źle się poczuła. Wysoka gorączka. Niania też. Nie było nikogo, kto by uspokoił maluchy. Płakały… a ja nie mogłam ich tak zostawić. Śpiewałam… kołysałam je… i zanim się zorientowałam, sama zasnęłam”.

Eduard przetarł twarz dłonią. Nie był zły. Był zdezorientowany.

— Ale nie twoim zadaniem było się nimi opiekować — mruknął.

Irina skinęła głową.

— Wiem, proszę pana. Ale nie mogłam pozwolić im cierpieć. Dzieci nie wybierają sobie trudnych chwil. A ja… wiem, jak to jest. Też wychowałem dwóch młodszych braci. Moja mama pracowała na trzy zmiany. Jeśli ich nie uspokoiłem… nie było nikogo, kto by ich uspokoił.

Zamilkł na chwilę, po czym dodał szeptem:

— A pańskie dzieci… są ​​bardzo grzeczne, proszę pana. Po prostu się bały.