W ciszy, która zapadła, Eduard poczuł, jak jego zbroja pęka. Przez lata budował swoje życie jak biznes: liczby, wyniki, ścisły harmonogram. Ale odkąd został sam z bliźniakami, świat każdego dnia układał się na nowo. Starał się jednak pozostać tym samym zimnym, uporządkowanym człowiekiem, skupionym tylko na pracy.
Patrząc na nie teraz… maluchy, śpiące z czołami na ramieniu młodej, obcej osoby… uświadomił sobie coś, co uderzyło go w serce: jego dzieci potrzebowały ciepła, a nie tylko drogich niań i zasad.
A ona, prosta dziewczyna, która pewnie przyszła po kilka lejów więcej, zaoferowała im właśnie to.
Eduard nagle wstał.
— Irina… dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
Uśmiechnęła się smutno.
— Proszę pana, o tej porze… kto chciałby, żeby mu przeszkadzano?
Po raz pierwszy od dawna Eduard poczuł wstyd. Jego dom był pełen pracowników, ale żaden z nich nie odważył się zadzwonić do niego po 20:00. Sam stworzył ten dystans.
— Dziękuję — powiedział niemal szeptem.