—Pan Popescu, proszę, wybacz mi. To się nigdy więcej nie powtórzy. Rozumiem, że się myliłam…
Jej głos był cichy, niemal błagalny i zdradzał słabość kobiety, która przyzwyczaiła się do bycia karconą, a nie słuchaną.
—Dlaczego z nimi zostałaś? — zapytał chłodno, ale z zaciekawieniem.
Przełknęła ślinę.
—Bo płakały. I bo… żadne dziecko nie zasługuje na to, by zasypiać płaczem, bez względu na to, jak bogate jest.
Odpowiedź uderzyła ją w duszę jak policzek od kogoś, kto nie chce ranić, ale nie może uniknąć prawdy.
Andriej spuścił wzrok na bliźnięta. Spały spokojnie nawet teraz. Zrozumiał wtedy, w milczeniu, że to, co dostali tamtej nocy, nie było na żadnej liście zakupów: ciepło uścisku.
Po kilku długich sekundach powiedział:
—Nie wyrzucę cię.