Ruszył w stronę wejścia z Lauren u boku – idealna fryzura, idealna sukienka, idealne wyczucie czasu. Nie zwolnił, gdy dotarł do bramki. Nie spojrzał na listę gości. Nie wyglądał na kogoś, kto martwi się, że ktoś może zaginąć.
Spojrzał na mnie tylko na tyle długo, żeby móc wyszeptać do żony, na tyle głośno, żebym mógł go usłyszeć:
„Leah zapomniała potwierdzić obecność. Niektórzy ludzie nigdy nie uczą się hierarchii służbowej”.
Prawie się roześmiałem.
Nie dlatego, że było to śmieszne.
Ponieważ przestrzegałem hierarchii służbowej o wiele dłużej, niż ktokolwiek z nich wiedział.
Odsunąłem się, pozwoliłem tłumowi ich pochłonąć i stanąłem w cieniu kamiennej bramy, znów niewidzialny. Podoficer zawahał się, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie, który mógł być przeprosinami.
„Proszę pani” – spróbował, podając mi podkładkę jak koło ratunkowe. „Może… może jeśli zamelduje się pani pod innym nazwiskiem…”
„To nie będzie konieczne” – powiedziałem cicho.