I w tym momencie czarny, rządowy SUV zatrzymał się obok nas.
Nie spieszyło się. Nie musiało. Poruszało się jak autorytet – powoli, nieuchronnie, pewne, że świat zrobi mu miejsce. Silnik pracował na biegu jałowym z cichym pomrukiem, który brzmiał drogo, nawet jeśli nie znałeś się na samochodach.
Przyciemniane okno opadło z rozmysłem i stanowczością.
Mężczyzna w środku skinął głową w stronę młodego marynarza.
„Proszę się wycofać, chorąży” – powiedział.
Podoficer wyprostował się instynktownie, a w jego oczach pojawiło się zmieszanie. „Proszę pana, ja…”
„Ona nie jest na twojej liście” – kontynuował mężczyzna głosem stanowczym, ale nie nieuprzejmym – „ponieważ jej uprawnienia są wyższe od twoich”.
Potem wyszedł.