Głowy się odwróciły. Rozmowy urwały się w pół zdania. Śmiech kobiety urwał się, jakby ktoś zerwał jej kabel audio. Podoficer, który stukał w tablet, zbladł. Jego ręka zacisnęła się na podkładce, a potem całkowicie ją opuściła.
„Admirale” – wyjąkał – „ja… ja nie zostałem poinformowany…”
„Nie powinno tak być” – powiedział Rayburn.
W jego głosie nie było okrucieństwa, tylko rzeczywistość.
“Przystępować.”
Odwrócił się do mnie i gestem wskazał mi drogę, jakby brama należała do nas.
„Czy możemy?”
Skinąłem głową i rozpiąłem płaszcz.
Chłodne wiosenne powietrze musnęło głęboki granat mojego formalnego munduru. Dwie gwiazdy na każdym ramieniu chwyciły promienie słońca i odbiły je w stronę świata. Nie drgnęłam. Pozwoliłam tkaninie opaść na tyle, by insygnia były widoczne, nie do pomylenia.
Przez tłum przebiegł westchnienie, niegłośne, ale prawdziwe.