Reszta wieczoru była… inna.
Nie idealna.
Ale inna.
Nie wstawałem już co pięć minut.
Szwagierka przyniosła własny deser.
Teściowa niczego nie skomentowała.
Kiedy goście wyszli, Andriej został w kuchni i zaczął sprzątać talerze.
— Nie powinnaś była dziś wybuchnąć — powiedział, ale bez wyrzutów.
— Jeśli nie dziś, to kiedy? — zapytałam.
Znieruchomiał.
Spojrzał na mnie inaczej niż zwykle.
— Nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo cierpisz.
— Bo nigdy mnie o to nie pytałaś.
Zamilkł.
Tego wieczoru razem zmywaliśmy naczynia.