Słyszałem stukot jego klawiatury. Mijały sekundy. Nagle Ethan się roześmiał.
“Babcia.”
“Co?”
„Twoje imię jest tam.”
Serce mi podskoczyło.
„Ty i David jesteście wymienieni jako właściciele, co oznacza, że technicznie rzecz biorąc apartament należy do was obojga”.
Odchyliłem się na krześle. David myślał, że potajemnie kupił mieszkanie, ale niechcący uczynił mnie półwłaścicielem.
Ethan odezwał się ponownie. „Babciu, jeśli spróbuje ci sprzedać mieszkanie, tak naprawdę sprzeda coś, co już do ciebie należy”.
Nie mogłem się powstrzymać. Zacząłem się śmiać. Po raz pierwszy od usłyszenia tego okropnego niemieckiego zdania poczułem nadzieję.
„Co więc teraz zrobimy?” zapytałem.
Głos Ethana znów spoważniał. „Pozwalamy mu kontynuować swój plan. Ale kiedy dojdzie do podpisania umowy, prawdę wyjawimy wszystkim”.
Wyobraziłem sobie minę Davida, kiedy zdał sobie sprawę, że pułapka się odwróciła. Moje dłonie znów poczuły ciepło.
„Tak” – powiedziałem. „Niech myśli, że wygrywa”.
Tego wieczoru Dawid wrócił do domu bardzo szczęśliwy.
„Jak minął ci dzień?” zapytał.
„Zajęty” – powiedziałem.
Rozluźnił krawat i usiadł. „Klaus znowu dzwonił.”
Uniosłam brwi. „Och, tak?”
Powiedział: „Inny kupiec jest zainteresowany apartamentem, ale woli go nam sprzedać”.
„Oczywiście, że tak.”
Dawid pochylił się do przodu. „No i co, zdecydowałeś już?”
Powoli skinąłem głową. „Tak, powinniśmy to kupić”.
David uśmiechnął się szerzej, niż widziałem od lat. „Idealnie”.
Wstał i przytulił mnie. „Dziękuję, Maggie. To będzie dla nas nowy początek”.
Nowy początek. Te słowa brzmiały teraz dziwnie.
Odwzajemniłem uścisk. „Tak, David. Nowy początek”.
Ale podczas gdy on myślał, że zaczyna nowe życie, ja przygotowywałam się do zakończenia jego kłamstw.
Trzy dni później spotkaliśmy Klausa ponownie, tym razem w kancelarii prawniczej w centrum miasta. W pomieszczeniu unosił się zapach papieru i kawy. Za biurkiem ze stosem dokumentów siedział mężczyzna o nazwisku Carter. Uśmiechnął się uprzejmie.
„Dziś finalizujemy więc zakup mieszkania.”