Mój mąż nagle zaczął nalegać, żebyśmy chodzili do kościoła w każdy weekend.

Daria zapytała mnie, gdzie jest tata.

— On też zaraz będzie — powiedziałam jej. — Ale od teraz mama i tata będą mieszkać w osobnych domach.

Zamilkła. Wyjrzała przez okno.

Tego wieczoru, po tym jak ją uśpiłam, powiedziałam jej jasno, że chcę rozwodu.

Bez skandalu. Bez negocjacji. Bez „spróbujmy jeszcze raz”.

Rozwód.

Następowały ciężkie miesiące. Papierkowa robota. Wizyty w sądzie. Rozmowy o mieszkaniu, o ratach, o alimentach. 2000 zł miesięcznie dla Darii.

Próbowała zmienić zdanie. Mówiła, że ​​to błąd. Że to był trudny czas.

Ale czegoś się nauczyłam.

Zaufanie to nie kartka papieru, którą skleja się taśmą klejącą po stłuczeniu.

Jest jak potłuczone szkło.

Można je skleić, ale pęknięcia zostają.

Dziś, rok później, nasze niedziele znów wyglądają inaczej.

Śpimy do późna.

Robimy naleśniki.

Oglądamy kreskówki.