Poszedłem na przyjęcie.
„Proszę sprawdzić moje rezerwacje na przyszły miesiąc. Kto wynajął dużą salę na 14?”
Recepcjonistka pisała przez kilka sekund, a potem spojrzała na mnie z dziwnym wahaniem.
„Rodzina… Popescu. Ślub Sofii Popescu i Dragoșa”.
Poczułem, jak żołądek podchodzi mi do gardła.
A więc to było to.
Ślub, na który nie byłem „dostępny”, został zarezerwowany w moim hotelu.
Na ich nazwisko.
Bez mojej wiedzy.
Bez słów Răzvana.
To był moment, kiedy coś we mnie pękło na dobre.
Nie tylko moje zaufanie.
Ale też resztki strachu.
Tego wieczoru czekałam na niego w domu.
Nie z skandalem, nie z krzykiem.