W ciszy.
W ciszy, która sprawiła, że Răzvan zamarł w drzwiach.
„Răzvan” – powiedziałam – „chcę porozmawiać o ślubie Sofii”.
Zbladł, ale starał się wyglądać na rozluźnionego.
„Och, tak… wiesz, jak to jest, kochanie, nie chciałem, żebyś miała kłopoty, masz za dużo wspólnego z hotelem…”
„Mój hotel” – poprawiłam go.
Zamilkł.
„Wiedziałeś, że ślub był tam zaplanowany?”
Jego wzrok skrzyżował się na chwilę.
Tylko tego potrzebowałam.
Zrozumiałam wszystko, co musiałam zrozumieć.
Nie chciał, żebym przyjeżdżała.
Nie chcieli mnie tam.
Ale chcieli mojego hotelu.