Samolot wystartował. Alina wyjęła telefon, żeby zrobić zdjęcia, a Mihai, spocony, wpatrywał się w przestrzeń. Ja natomiast spokojnie obserwowałam chmury. Nie byłam już ofiarą. Nie byłam już ignorowaną kobietą. Byłam reżyserką.
Kiedy tam dotarliśmy, weszłam na ponton prowadzący do pływających willi niczym królowa w zwiewnej sukni. Pozwoliłam im płynąć pierwszymi, w ciszy godnej wielkiej sceny teatralnej. Miałam osobną rezerwację, kilka willi dalej, i zapłaciłam za nią całą kwotę z własnych pieniędzy. Niczego od niego nie chciałam. Chciałam tylko odpowiedniego zakończenia.
Następnego dnia, około południa, poprosiłam recepcję o mały, prywatny pokój, gdzie mogłabym zaprosić męża „na cywilizowaną rozmowę”. Zgodzili się od razu, przyzwyczajeni do scen zazdrości. Ale nie przyszłam, żeby wywołać skandal. Przyszłam wręczyć mu rachunek – nie tylko finansowy, ale i moralny.
Kiedy Mihai wszedł i zamknął za sobą drzwi, siedziałam spokojnie z aktami na stole.
— Mario, proszę… czy mogę wyjaśnić… — ciężko oddychał, pochylając się do przodu.