Kiedy para przeszła przez kontrolę bezpieczeństwa, mój wzrok zatrzymał się na stanowisku odprawy. Ruszyłem zdecydowanym krokiem naprzód i czekałem. Kilka minut później podeszli Mihai i jego kochanka. Byli kuszeni, triumfowali. A potem usłyszałem spokojny głos urzędnika imigracyjnego: „Proszę pana, proszę przestać. Informuję pana: tymczasowo nie wolno panu opuszczać kraju w związku z dochodzeniem w sprawie oszukańczego użycia środków płatniczych. Proszę postępować zgodnie z procedurą”.
Czas się dla nich zatrzymał. Ręka młodej kobiety drżała przy jej paszporcie. Mihai zamarł. Przez chwilę widziałem wszystkie jego kumulujące się wymówki: „To pomyłka”, „Nie rozumie pani”, „Proszę pani, to skomplikowane” – nic już nie miało znaczenia. Słowa funkcjonariusza, wypowiedziane z biurokratycznym spokojem, sparaliżowały ich. Nie było już publicznego gniewu, nie było skandalu. To była zimna, administracyjna sankcja, która przemieniła niegdyś cichego człowieka w kogoś małego, skromnego.