—Proszę pani, to tylko szybka inspekcja. Proszę otworzyć drzwi.
Lily wydała z siebie cichy dźwięk w szafie; strach ścisnął jej gardło. Wstrzymałem oddech, aż dźwięk ucichł.
Operator szepnął przez telefon: „Policjanci są za dwie minuty. Czy możesz zamknąć drzwi?”
Przesunąłem komodę o cal – powoli, ostrożnie – i podstawiłem krzesło pod uchwyt. Gałka znów się obróciła. Potem się zatrzymała. Cisza. Mężczyzna nasłuchiwał.
Potem nowy dźwięk: drapanie metalu o metal. Narzędzia. Delikatne drapanie wzdłuż boku zamka. Próbował się dostać do środka.
Ręce tak mi się trzęsły, że prawie upuściłem telefon.
„On próbuje wyważyć zamek” – wyszeptałem.
„Zachowaj ciszę” – rozkazał operator. „Nie konfrontuj się z nim”.
Drapanie nagle ustało. Kroki cichły w korytarzu, lekkie, ale szybkie, jakby coś było słyszane na zewnątrz. Syreny w oddali stawały się coraz głośniejsze, najpierw słabe, a potem coraz głośniejsze.
Z dołu ktoś krzyknął: „Policja! Otwórzcie drzwi!”
Dom stanął w miejscu, a potem nagle ruszył: słychać było kroki, trzask zamykanej szafki, trzęsące się tylne drzwi, jakby ktoś pociągnął je zbyt mocno.
Operator powiedział: „Są tam. Proszę zostać w środku, dopóki nie zgłosi się funkcjonariusz”.