„Mój mąż właśnie wyjechał w podróż służbową, gdy moja sześcioletnia

—Proszę pani, to tylko szybka inspekcja. Proszę otworzyć drzwi.

Lily wydała z siebie cichy dźwięk w szafie; strach ścisnął jej gardło. Wstrzymałem oddech, aż dźwięk ucichł.

Operator szepnął przez telefon: „Policjanci są za dwie minuty. Czy możesz zamknąć drzwi?”

Przesunąłem komodę o cal – powoli, ostrożnie – i podstawiłem krzesło pod uchwyt. Gałka znów się obróciła. Potem się zatrzymała. Cisza. Mężczyzna nasłuchiwał.

Potem nowy dźwięk: drapanie metalu o metal. Narzędzia. Delikatne drapanie wzdłuż boku zamka. Próbował się dostać do środka.

Ręce tak mi się trzęsły, że prawie upuściłem telefon.

„On próbuje wyważyć zamek” – wyszeptałem.

„Zachowaj ciszę” – rozkazał operator. „Nie konfrontuj się z nim”.

Drapanie nagle ustało. Kroki cichły w korytarzu, lekkie, ale szybkie, jakby coś było słyszane na zewnątrz. Syreny w oddali stawały się coraz głośniejsze, najpierw słabe, a potem coraz głośniejsze.

Z dołu ktoś krzyknął: „Policja! Otwórzcie drzwi!”

Dom stanął w miejscu, a potem nagle ruszył: słychać było kroki, trzask zamykanej szafki, trzęsące się tylne drzwi, jakby ktoś pociągnął je zbyt mocno.

Operator powiedział: „Są tam. Proszę zostać w środku, dopóki nie zgłosi się funkcjonariusz”.