Zamarłem, wsłuchując się w chaos panujący na dole: funkcjonariusze krzyczący rozkazy, mężczyzna w odpowiedzi, ostry trzask spadającego przedmiotu. Potem ciężki huk i nieomylny dźwięk zatrzaskiwanych kajdanek.
Chwilę później ktoś głośno zapukał do drzwi mojej sypialni.
„Proszę pani” – zawołał kobiecy głos – „tu oficer Kim. Jeśli jest pani w środku, proszę podać swoje imię”.
—Rachel Hale—powiedziałam głosem załamanym ze wzruszenia.
„Rachel” – powiedział stanowczo funkcjonariusz Kim – „mamy podejrzanego. Otwórz drzwi powoli”.
Odsunęłam krzesło, moje ręce drżały, i otworzyłam drzwi.
Na korytarzu było dwóch funkcjonariuszy. Jeden z nich minął mnie i ruszył w stronę szafy, gdy usłyszał jęk.
—Lily — zawołałam łamiącym się głosem — możesz już wyjść.
Drzwi szafy się otworzyły i moja córka wpadła mi w ramiona, szlochając tak mocno, że nie mogła oddychać. Przytuliłam ją, jakbym mogła ją poskładać.
Na dole leżał na podłodze w salonie: miał skute ręce, twarz przyciśniętą do dywanu. To nie był Derek, ale mężczyzna w butach roboczych, pasie z narzędziami i fałszywą odznaką przypiętą do paska.