Głos operatora stał się ostrzejszy.
—Proszę panią, proszę pozostać na linii. Jaki jest pani adres?
Szepnąłem jej to, a szczęka mi drżała.
—Proszę się pospieszyć.
Schody znów zaskrzypiały. Coraz bliżej. Potem klamka w drzwiach mojej sypialni obróciła się powoli, testując. I przez drzwi dobiegł męski głos, spokojny jak kołysanka:
„Pani Hale? To konserwacja. Dzwonił pani mąż. Powiedział, że się mnie spodziewa.”
Każdy instynkt w moim ciele krzyczał, że ten głos kłamie. Serwis nie pojawia się bez zapowiedzi po „podróży służbowej”. Serwis nie pojawia się, gdy Wi-Fi jest wyłączone, a zamki uzbrojone. Serwis nie sprawdza klamki w drzwiach sypialni, jakby sprawdzał, czy ktoś się w środku nie ukrywa.
Mówiłam cicho, niemal szeptem.
„Nie dzwoniłem po konserwację” – powiedziałem przez drzwi.
Chwila ciszy. Potem ten sam spokojny głos, tym razem o ostrzejszym tonie.