Mój syn zmarł dwa lata temu. Wczoraj o 3:07 rano zadzwonił do mnie

"Zabić mnie?"

„Tak”. Jej głos drżał z wściekłości. „Skonfrontowałam się z nią. Przyznała, że ​​jest winna pieniądze, że jest zagrożona. A kiedy powiedziałam jej, że się z nią rozwodzę i że będę cię chronić… oszalała. Zepchnęła mnie za balustradę”.

Zakryłam usta. Kawiarnia stała się odległa, jakby życie było za szybą.

"Jak... udało ci się przeżyć?"

Elias wziął głęboki oddech.

Fale niosły mnie w stronę skał. Uderzyłem się w głowę. Straciłem pamięć. Znaleźli mnie dwaj rybacy, Don Mauro i Doña Isabela. Mieszkałem z nimi przez dwa lata. Pracowałem. Łowiłem ryby. To był inny świat. Aż do dnia, w którym zobaczyłem przepływający jacht… i wszystko mi wróciło. Przypomniałem sobie twoją twarz. I wiedziałem, że muszę wrócić.

Spojrzał na mnie.

„Mamo, Walentyna wciąż próbuje cię zabić. Nic jej nie mów. Potrzebujemy dowodu”.

Wyjął mały szklany słoik.

„Dziś wieczorem napij się herbaty, uśmiechnij się, ale nie pij. Zachowaj próbkę tutaj. Przeanalizujemy ją”.

Wróciłem do domu z poczuciem, że rezydencja to klatka pełna pułapek. Walentyna powitała mnie swoim zwykłym uśmiechem.