Moja siostra ogłosiła, że ​​jest w czwartej ciąży i powiedziała: „Dzieci zamieszkają z tobą…”

Nie byłam już „tymczasowym rozwiązaniem”.

Byłam kimś, kto musiał podjąć uczciwą i sprawiedliwą decyzję, zarówno dla siebie, jak i dla nich.

Skontaktowałam się z prawnikiem, płacąc 350 lei za konsultację. Wyjaśnił mi po rumuńsku, co mogę zrobić: skarga, zarządzenie prezydenta i ustalenie władzy rodzicielskiej. Wszystko legalnie, bez kłótni, bez internetowych skandali, bez gróźb.

Następnego dnia złożyłam wniosek.

Kiedy moja matka i Mădălina się dowiedziały, telefony eksplodowały. Poczułam się nieczuła, zdradziecka, zimna i bezduszna. Ale jednocześnie żadna z nich nie przyszła, żeby zabrać dzieci.

I wtedy, bez dalszych wyjaśnień, zrozumiałam coś istotnego:

Rodzina to nie ten, kto cię rodzi.