— „Mam nadzieję, że nie było problemu w recepcji” — kontynuowała kierowniczka. „Rozumiem, że pokoje były dzielone bez konsultacji z panią Mândru”.
Ramona z trudem przełknęła ślinę.
— „To było po prostu… nieporozumienie… Ja… tylko… próbowałam… wszystko… zorganizować”.
— „Proszę się nie martwić” — powiedziałam spokojnie. „Załatwiliśmy to”.
Kierownik skinął mi z szacunkiem głową.
— „Zawiozę panią osobiście”.
Idąc w stronę złotych wind, czułam, jak rodzina Tomy patrzy na mnie, jakby to był cud — albo policzek wymierzony jej dumie.
Toma podszedł powoli.
— „Olivio… Przepraszam, że nie zwracałem uwagi. Nie wiedziałem…”
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego łagodnie.