Anna bała się stracić Kostyę, jedyną bliską osobę, jaką miała.
Proces sądowy odbywał się za zamkniętymi drzwiami. W trakcie jednej z sesji, gdy wszystkie strony miały już swoje wystąpienia, Dmitrij poprosił o głos. Wstał, wysoki, chudy, z oczami zapadniętymi od bezsennych nocy, i przeszedł wzrokiem po sali. Jego głos na początku był cichy, ale z każdą wypowiedzianą słowem nabierał pewności.
— Wysoki Sądzie — zaczął —. Sześć lat temu, w jeden dzień, straciłem moją żonę, a ja, jak sądziłem, zyskałem syna. Dano mi małe zawiniątko i powiedziano: „Walcz o niego”. I walczyłem. Dałem z siebie wszystko. Kocham to delikatne i chore dziecko, jak tylko ojciec może kochać. On jest moim synem. Misza jest moim życiem.
A potem, sześć lat później, przypadkowo poznałem innego chłopca. Zdrowego, silnego, szczęśliwego. I zobaczyłem w nim moją twarz, twarz mojej zmarłej żony, twarz mojego Miszy. Dziś znam prawdę. Wiem, że tamtej nocy urodziło się dwóch synów: bliźniaków. I wiem, że nie tylko odebrano mi jednego syna.
Odebrano mi pierwsze kroki i pierwsze słowo mojego zdrowego syna. Jego pozbawiono ojca. Miszy, mojemu choremu dziecku, odebrano coś jeszcze bardziej cennego: odebrano mu brata. Jego bliźniaka, który mógł być jego ochroną, jego wsparciem, jego najlepszym przyjacielem. Tego, który mógłby go zachęcać do zabawy, nauczyć mówić, pomóc mu walczyć z chorobą.
Rozdzielono dwóch braci. Jednego skazano na życie w walce i bólu, a drugiego, na sierociniec. Nie proszę o miłosierdzie dla winnych. Proszę o sprawiedliwość dla moich dzieci.
Chcę oddać Kostyę nie tylko sobie. Chcę przywrócić Miszę jego bratu. Obydwaj są moimi synami. I mają prawo dorastać razem, tak jak los im to wyznaczył od narodzin. Odebrano im sześć lat. Proszę, Wysoki Sądzie, nie odbierajcie im reszty ich życia.