Moje 76-letnie ręce wyciągnęły związane ciało z rzeki

— Mara…

Zmrużyłam oczy, próbując zrozumieć. Mara… kim ona może być? Żoną? Siostrą? Córką?

„Jestem Amalia” – powiedziałam cicho. „Jesteś bezpieczna. Wyciągnęłam cię z rzeki”.

Jego oczy lekko się otworzyły, a w jego oczach pojawił się delikatny rumieniec. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, gdzie jest. Jakby nie wiedział, kim jest.

„Uciekam…” – mruknął. „Oni… nadchodzą…”

Przeszedł mnie dreszcz. Kto idzie? I dlaczego taki człowiek jak on miałby mnie śledzić?

Spojrzałem na drzwi, a potem na małe, zaparowane okna. W moim domu nie było prawdziwego zamka, tylko zardzewiała zasuwka. Gdyby ktoś chciał wejść, nie miałby z tym problemu. Powoli wstałem, podszedłem do drzwi i pociągnąłem drewnianą łyżkę, opierając ją o klamkę. Niewiele by zmieściła, ale to było wszystko, co miałem.

Odwróciłem się do niego.