— Kto idzie? Kto ci to zrobił? – zapytałem.
Ale mężczyzna znowu stracił przytomność.
Usiadłem na moim starym krześle przy kominku i pomyślałem. Nieważne, jak bardzo złamane było moje życie, nie pozwolę, żeby ktoś umarł na moich oczach. Ludzie Tutaj tego nie robiło. Może byliśmy biedni, może świat o nas zapomniał, ale mieliśmy serce.
Wtedy usłyszałem coś, czego nie słyszałem od bardzo dawna: warkot silnika gdzieś w oddali.
Wstałem przestraszony. Droga do wioski była nieprzejezdna dla samochodów. Tylko ktoś, kto dokładnie wiedział, dokąd jadą, mógł tam wjechać. Odruchowo zgasiłem świecę na stole i podszedłem do okna, delikatnie unosząc róg zasłony.
Dwa światła reflektorów przecinały poranną mgłę.