To był mój brat. Matei. W garniturze, z rozwiązanym krawatem i winnym spojrzeniem.
— Nie wiedziałam, że powie coś takiego — powiedziała cicho. Nie zwracaj na niego uwagi, wiesz, jaki jest mój ojciec.
— Nie, Matei, nie wiesz — odpowiedziałam. Dla ciebie on jest bogiem. Dla mnie to po prostu człowiek, który sprawił, że poczułam się nikim.
Zamilkł. Potem, jakby przypadkiem, podszedł starszy mężczyzna w ceremonialnym mundurze. Miał dostojną, imponującą minę.
— Panno Sofia? — zapytał mnie. — Jestem komendant Petrescu. Byłem kolegą twojego ojca wiele lat temu.
Mój ojciec, który właśnie wyszedł na podwórze, nagle się odwrócił, słysząc ten głęboki głos.