Cisza, która zapadła, była cięższa niż cały poprzedni śmiech. Ojciec spojrzał na mnie i po raz pierwszy w życiu zobaczyłam łzy w jego oczach.
Podszedł do mnie powoli, chciał coś powiedzieć, ale głos mu się załamał. I wtedy stało się coś dziwnego: zakrztusił się własnymi emocjami. Zaczął kaszleć, ciężko oddychać, a Matei przyszedł mu z pomocą.
Po kilku chwilach było po wszystkim. Posadzili go na krześle, dali mu wody, a kiedy się ocknął, znowu na mnie spojrzał.
„Wybacz mi, Sofio” — powiedział, ledwo słysząc. Byłam ślepa.