— Dziewczyny mają się tu dobrze — powiedział spokojnie. — A ja zostaję tutaj.
— Zobaczymy się w sądzie — splunął Ezekiel, ściskając papiery w dłoni.
— Do zobaczenia — odpowiedział Toma.
Proces nie był łatwy. Dokumenty, wyjazdy do miasta, drodzy prawnicy. Ale medalion, zdjęcie, data, zeznania starej położnej i prawda wyjawiona na czas ważyły więcej niż pięknie ubrane kłamstwa.
W dniu ogłoszenia wyroku Lia stanęła obok niego i trzymała go za rękę. Nic nie powiedziała. Nie było takiej potrzeby.
Sędzia podniósł wzrok.
— Dziecko zostaje z ojcem. A siostry, jeśli chcą, mogą zostać razem, pod jednym dachem.
Toma nie płakał. Wyszedł z sali rozpraw prosto, z córkami u boku.