On cię nie odpycha, nie ukrywa, nie udaje.
Nazwali mnie „potworem” przy ołtarzu… a potem twój „ślepy” chłopak
On tylko oferuje ci swoją rękę.
Ty to bierzesz.
Po powrocie do domu zdejmujesz ostatnie welony, które nosiłaś od lat.
Obcinasz włosy tak, jak chcesz, a nie tak, jak najlepiej cię ukrywa.
Robisz sobie zdjęcia z mamą, a ona po raz pierwszy patrzy prosto na ciebie, ze łzami w oczach, bez strachu.
Pewnego popołudnia siedzisz z Mateo przy kuchennym stole, rozkładając papiery dotyczące kliniki prawnej, którą macie zamiar wspólnie otworzyć.
Miejsce, w którym ci, których uciszono, mogą zostać usłyszani.
Miejsce, w którym wstyd nie jest portierem.