Nazwali mnie „potworem” przy ołtarzu… a potem twój „ślepy” chłopak

W kościele unosi się zapach świec i polerowanego drewna, jakby ktoś próbował zdezynfekować ludzkość.

Słyszysz szmery zanim jeszcze ujrzysz ołtarz, a każda z nich spada ci na ramiona, jakbyś niósł kamień.

„Biedak” – powtarzają, a ty masz ochotę odwrócić się i uciec.

Kiedy Mateo bierze cię za ramię, jego dotyk jest ostrożny, bez wahania.

Nie przewraca cię. Nie ściska.

Prowadzi Cię z czułością, która jest dziwna dla Twojej skóry, jakby Twoje ciało nie rozpoznawało łagodności.

Pochyla się i mówi na tyle cicho, że tylko ty możesz go usłyszeć.

„Oddychaj” – mówi ci. „Nic im nie jesteś winien”.

Te słowa ranią mocniej niż jakakolwiek obelga.