Nazwali mnie „potworem” przy ołtarzu… a potem twój „ślepy” chłopak

„Jaki sekret?” szepczesz.

Szczęka Mateo się napina.

Wkłada rękę do kieszeni kurtki, która wisi na krześle i wyjmuje kopertę.

Dokument wygląda oficjalnie, ciężko, jakby niósł ze sobą jakieś konsekwencje.

Zostawia go na łóżku między nimi, jakby chciał, żeby prawda miała przestrzeń.

„Nie przyjechałem do waszego miasta przez przypadek” – mówi.

A nie wybrałem cię dlatego, że nie widziałem.

Twoje palce wiszą nad kopertą, drżąc.

Czujesz, jak narasta stary strach: strach przed wyborem z niewłaściwych powodów, strach przed tym, że staniesz się żartem, którego ktoś później opowie.

Naciskasz ręką i otwierasz.

Wewnątrz znajdują się dokumenty z pieczęciami i podpisami.