— Jesteś mężczyzną, Kiriusiu! Masz budować rodzinę, stawiać fundament! A ona… — skinęła głową w stronę Tani, już nie kryjąc jadu w głosie, — ona tylko wydaje. Puszcza z wiatrem to, na co ty pracujesz.
W tym momencie Tania zrobiła krok do przodu. Nie spojrzała na teściową. Spojrzała na walizkę z wiertarką w rękach Kiryła, potem przeniosła wzrok na jego zagubioną twarz. Jej głos zabrzmiał cicho, ale w zapadłej ciszy zadźwięczał jak uderzenie dzwonu.
— Ma pani rację, Mario Fiodorowno. Mężczyźnie potrzebne są narzędzia. Ale niektórzy mężczyźni sami są tylko narzędziami w cudzych rękach.