— Nie będę się tłumaczyć twojej matce, na co wydałam swoją pensję! Prz

Odwróciła się i, nie patrząc na nikogo, poszła do sypialni. Kirył i jego matka zostali w salonie jak dwie postacie w przerwanej scenie kiepskiego przedstawienia. Kirył z hukiem postawił walizkę z wiertarką na podłodze. Dźwięk zabrzmiał nienaturalnie głośno. Chciał coś powiedzieć, coś krzyknąć za nią, stanąć w obronie swojej męskiej godności, o którą tak dbała matka — ale z gardła wydobył się tylko zduszony charkot. Spojrzał na matkę i w tym spojrzeniu była prośba: zrób coś.

I Maria Fiodorowna by zrobiła. Już nabierała powietrza do nowej, miażdżącej tyrady. Ale w tym momencie Tania wróciła. W jednej ręce trzymała swój cienki, srebrzysty laptop, w drugiej — tę samą kartkę z nagłówkiem „Porozumienie”. W milczeniu przeszła do kuchni, a jej spokój działał na nerwy jak monotonne buczenie. Położyła kartkę na stole jadalnym, a obok otworzyła laptop. Klik zatrzasku pokrywy zabrzmiał jak odbezpieczenie broni.

Kirył i Maria Fiodorowna, jak zahipnotyzowani, poszli za nią. Stanęli przy stole, obserwując jej ruchy. Tania wykonała kilka gestów palcami po touchpadzie. Na ekranie pojawiła się strona bankowości internetowej. Nie powiedziała ani słowa. Po prostu obróciła laptop w ich stronę.

Na ekranie była historia jej konta wynagrodzeń z ostatnich sześciu miesięcy. Kolumny liczb, zestawienia wpływów. Sześciocyfrowe kwoty, regularnie wpływające na konto w te same dni miesiąca.