Tania powoli podniosła się z fotela. Teraz stali na tym samym poziomie, a jej lodowaty gniew zdawał się fizycznie na niego naciskać. Spojrzała mu prosto w oczy, a on mimowolnie odwrócił wzrok.
— Nie będę się tłumaczyć twojej matce, na co wydałam swoją pensję! Przestań do niej wydzwaniać i skarżyć się, że jestem „rozrzutna”! Jesteś facetem czy jej kontrolerem finansowym?! Dość! Od dziś mamy rozdzielny budżet!
Wypowiedziała to nie krzykiem, lecz lodowatą, wycyzelowaną wściekłością. Każde słowo było jak gwóźdź, który wbijała w wieko ich wspólnego rodzinnego życia. Kirył patrzył na nią osłupiale, z otwartymi ustami, jak chłopiec, któremu zabrano ulubioną zabawkę. Nie rozumiał skali tego, co się stało. Myślał, że po prostu odgrywa rolę troskliwego męża, której nauczyła go mama. A w efekcie — sam tego nie chcąc — nacisnął przycisk samozniszczenia ich rodziny.