— Nie będę się tłumaczyć twojej matce, na co wydałam swoją pensję! Prz

Tania nie czekała na jego reakcję. Odwróciła się i wyszła z pokoju. Jej kroki na korytarzu nie były ani pospieszne, ani gniewne. Były miarowe i twarde — jak u człowieka idącego na ważne, dawno umówione spotkanie. Kirył usłyszał, jak w sypialni kliknął wysuwany szuflada komody, jak coś zaszeleściło. Zdezorientowany poszedł za nią i zatrzymał się w progu.

Siedziała przy swoim biurku. Na idealnie czystej powierzchni leżała jedna jedyna śnieżnobiała kartka papieru formatu A4 i gruby czarny długopis. Nic więcej. Żadnej teatralności. Tylko narzędzia do utrwalenia rzeczywistości. Tania nawet na niego nie spojrzała.

Zdjęła skuwkę z długopisu i suchym kliknięciem odłożyła ją obok. Potem, z taką samą koncentracją, z jaką przygotowywała swoje kwartalne raporty, wykreśliła u góry kartki równym, lekko kanciastym pismem tytuł. Kirył mógł go odczytać nawet z progu: „Porozumienie o rozdzielnym prowadzeniu budżetu”.

— Co to za przedstawienie? — jego głos zabrzmiał niepewnie; próbował nadać mu kpiący ton, ale wyszło żałośnie.