— Ja tylko dopasowuję formę do treści — odpowiedziała spokojnie. — Od dawna nie jesteśmy rodziną. Jesteśmy po prostu dwojgiem ludzi, którzy mieszkają razem. Z których jeden stale zdaje sprawę osobie trzeciej z wydatków drugiego. Ten problem rozwiązałam.
Odwróciła kartkę w jego stronę i położyła obok długopis. Gest był lakoniczny i ostateczny.
— Proszę. Podpisuj. Rachunki za mieszkanie, jedzenie, internet — po połowie. A wszystko ponad to — prywatna sprawa każdego. Możesz wysyłać swojej mamie wyciąg ze swojego konta. Do mojego portfela już nie zajrzy. Nawet przez ciebie.
Kirył patrzył na kartkę. Na równe linijki, zapisane jej pewnym pismem. Ta kartka nie była zwykłym papierem. To był wyrok na ich małżeństwo, spisany bez jednej łzy i bez cienia żalu. To była bariera, którą wzniosła między nimi — zimna i nie do przejścia.