— Nie będę się tłumaczyć twojej matce, na co wydałam swoją pensję! Prz

— Kiriusiu, dzień dobry. Przechodziłam tędy, to pomyślałam, że zajrzę — przyniosłam wam pierożki — zaśpiewała, podając synowi reklamówkę, od której pachniało cebulą i ciastem. Ale jej wzrok już zaczepił się o Tanię. — A ty też tu jesteś, dziecinko. Dobrze. Bo już myślałam, że całkiem zostawiłaś męża samego.

— Mieszkam tutaj, Mario Fiodorowno — odpowiedziała Tania równym głosem, wycierając włosy. — Dokąd miałabym pójść.

Maria Fiodorowna zignorowała jej ton. Weszła do przedpokoju i kontrola się rozpoczęła. Najpierw jej spojrzenie padło na półkę z butami, bezbłędnie wyłapując wśród innych tę jedyną parę — niebieskie zamszowe czółenka.

— Och, jaka piękność! — w jej głosie sączył się fałszywy zachwyt. — Nowe? Kiriusiu, ty rozpieszczasz żonę! Takie to chyba swoje kosztują…

— Sama się rozpieszczam, Mario Fiodorowno — ucięła Tania, nie dając Kiryłowi nawet szansy wtrącić słowo. — Stać mnie.

Teściowa zacisnęła usta, ale natychmiast znalazła nowy cel. Przeszła do salonu, a jej palec przejechał po powierzchni nowej lampy stojącej, którą Tania kupiła w zeszłym miesiącu.

— I jaka lampa… modna. Włoska pewnie? U was tu jak w muzeum sztuki współczesnej. Wszystko dla ozdoby, nie do życia.