Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

Zrozumiałam wtedy, z klarownością, która przecięła przez ból, że mu nie zależy. Nie kochał mnie. Nie kochał naszego dziecka. Kochał swój wizerunek. Kochał swoją kontrolę.

Dla niego nie byłam osobą. Byłam akcesorium.

A moje akcesorium było zepsute.

Z drżącą ręką sięgnęłam do kieszeni fartucha. Mój telefon. Potrzebowałam mojego telefonu.

„Zadzwonię na policję,” zanosząc się płaczem powiedziałam.

David zobaczył, jak ekran się zapala. Jego oczy stały się czarne.

„Daj mi to!”

Chwycił telefon z mojej ręki. Nie po prostu go wziął – rzucił nim.

Rzucił go przez całą kuchnię. Uderzył w dalszą ścianę z okropnym trzaskiem i rozpadł się na plastikowe kawałki.

„Nie zadzwonisz do nikogo,” David szepnął, pochylając się nade mną. „Będziesz milczeć. Przestaniesz krwawić. I przeprosisz moją matkę za to, że zepsułaś mi Święta.”

Rozdział 3: Arrogancja Prawnika

Leżałam w kałuży własnej krwi i resztek mojego nienarodzonego dziecka.

Ból powinien mnie sparaliżować. Fizyka uderzenia powinna mnie nieprzytomną wybić.

Ale działo się coś innego.

Linia Thorne’ów budziła się.

Ale David właśnie zabił moje dziecko.

Ogień nie mógł już być stłumiony. To była inferno.