Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

David pokiwał głową, wyjmując swojego nowego iPhone’a 15 Pro z kieszeni. „Dobrze. Zadzwońmy do niego. Powiedzmy mu, że jego córka jest niezdarną histeryczką, która nie potrafi nawet utrzymać ciąży.”

Odblokował telefon. „Jaki jest numer?”

Zrecytowałam go z pamięci. To nie był numerek florydzki. To był numer z okręgu Waszyngtonu, z konkretnym prefiksem używanym tylko przez wysoko postawionych urzędników państwowych.

David zawahał się, pisząc. „202? To D.C.”

„Po prostu zadzwoń, David.”

Nacisnął przycisk. Włączył głośnik, trzymając telefon wyzywająco.

Telefon zadzwonił raz. Dwa razy.

Rozdział 4: „To Prezes”

Telefon nie poszedł na pocztę głosową. Nie trafił do żadnej sekretarki.

Rozmowa została nawiązana.

„Proszę się przedstawić,” zagłębiony, autorytarny głos warknął.

To nie było casualne powitanie. To był rozkaz. Głos był głęboki, chropowaty, i niósł ciężar absolutnej, niekwestionowanej władzy.

David zamilkł. „Uh… cześć? Czy to pan Thorne?”

„Proszę się przedstawić,” głos powtórzył, tym razem zimniejszy. „Wybrałeś zastrzeżoną linię federalną. Kim jesteś?”

Arogancja Davida nieco zbladła. „To David Miller. Jestem mężem Anny. Słuchaj, twoja córka robi tu wielką scenę i…”

„Anna?” Głos natychmiast się zmienił. Oficjalny ton pękł, ujawniając przerażonego ojca. „Gdzie jest moja córka? Przekaż mi telefon.”

„Jest tu,” David powiedział, przewracając oczami. „Płacze na podłodze, bo się poślizgnęła.”

Pchnął telefon w moją stronę.

„Tato?” wyszeptałam.

„Anno?” Głos mojego ojca ostrym tonem. „Anno, dlaczego dzwonisz na ten numer? Dlaczego płaczesz?”