Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

„Muszę usiąść,” powiedziałam, trzymając się oparcia krzesła. „Tylko na chwilę, by zjeść.”

Sylvia wstała. Uderzyła ręką w stół, sprawiając, że sztućce podskoczyły.

„Służące nie siedzą z rodziną,” syczała.

Zamroziłam się. „Jestem żoną twojego syna, Sylvio. Noszę twoje wnuka.”

„Jesteś bezużyteczną kobietą, która nawet nie potrafi ugotować przyzwoitego indyka,” warknęła. „Jesz w kuchni, na stojąco, kiedy skończymy. Tak wygląda to w moim domu. Znaj swoją rolę.”

Spojrzałam na Davida. Mojego męża. Ojca mojego dziecka.

„David?” błagałam.

David wziął łyk wina. Nie spojrzał na mnie. Patrzył w ścianę.

„Posłuchaj mojej matki, Anno,” powiedział obojętnie. „Ona wie lepiej. Nie rób sceny przed Markiem. Idź do kuchni.”

Ostry ból przeszył mnie w dolnej części brzucha. To nie był głód. To był skurcz. Bardzo mocny.

Zachłysnęłam się, trzymając się za brzuch. „David… coś jest nie tak. To boli.”

„Rusz się!” Sylvia krzyknęła, wskazując w stronę drzwi do kuchni.