Upadłam do tyłu.
Czas jakby zwolnił. Widziałam, jak światła sufitowe się kręcą. Widziałam kpiącą twarz Sylvii oddalającą się.
Moje dolne plecy uderzyły o ostry brzeg granitowego blatu.
TRZASK.
To nie był dźwięk kości. To był dźwięk szoku – głęboki i tępy.
Z hukiem upadłam na podłogę. Moja głowa uderzyła o płytki.
Na chwilę poczułam tylko szok. Potem przyszedł ból. Nie w plecach. W moim brzuchu.
Czułam, jak coś się rozrywa.
„Aaaah!” Krzyknęłam, zwijając się w kulkę.
„Wstań!” krzyknęła Sylvia, stojąc nade mną. „Przestań udawać! Nawet nie uderzyłaś się w głowę!”
Potem to poczułam.
Gorąco. Wilgoć. Przesiąkająca moje majtki. Rozprzestrzeniająca się wzdłuż ud.
Spojrzałam w dół.
Na nienagannych białych płytkach kuchennych Sylvii błyszcząca, krwawa plama szybko się powiększała.
„Dziecko…” wyszeptałam. Groza była absolutna. Dusiła mnie.