Nigdy nie powiedziałem szwagierce, że jestem pułkownikiem w wywiadzie wojskowym; myślała, że ​​jestem po prostu „spłukanym weteranem”. Wróciłem wcześniej do domu na piąte urodziny córki i zastałem ją zamkniętą na klucz. Jej drobne ciało płonęło gorączką, gdy szeptała: „Ciocia Sarah powiedziała, że ​​nie mogę wejść – zarazię jej dziecko”. Nagle wylano na nas wiadro lodowatej wody. Sarah głośno się roześmiała. „Najszybszy sposób na zbicie gorączki. A teraz weź to brzemię i idź”. Pobiegłem z córką do szpitala i wykonałem jeden telefon: „Spotkanie u mnie. Target zamknięty”.

Spojrzałem na córkę. Przestała drżeć. To była zła wiadomość. Oznaczało, że jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Jej usta siniały.

Żołnierz się obudził.

Zmęczony ojciec, cierpliwy szwagier, mechanik – wszyscy zniknęli. Na ich miejscu stał pułkownik Blackwood.

Nie odkrzyknąłem. Nie rzuciłem kamieniem w okno. Nie traciłem energii na emocje.

Zdjąłem płaszcz – też był przemoczony, ale wełna zatrzymuje ciepło nawet mokra. Owinąłem nim Lily i ciasno ją otuliłem. Podniosłem ją; jej ciężar był ledwo wyczuwalny w moich ramionach.

Poruszałem się jak rakieta. Przez ogród, przez płot – całkowicie omijając dom – do samochodu. Posadziłem ją na miejscu pasażera i włączyłem ogrzewanie na pełny regulator.

Pojechałem na pogotowie. Nie zatrzymywałem się na znakach stop. Nie zatrzymywałem się na czerwonym świetle. Jechałem z precyzją kierowcy ewakuacyjnego w nieprzyjaznym mieście.