Przechyliła wiadro.
Zanurz się.
To nie była mżawka. To były galony wody. I lodowata. Widziałam, jak kostki lodu rozbijają się o kamienie, gdy potok zalewa nas.
Wstrząs był natychmiastowy. Lodowata woda natychmiast przemoczyła piżamę Lily i przykleiła ją do jej rozpalonej skóry.
Lily krzyknęła. Nie był to głośny krzyk – nie mogła oddychać. To był cichy, przerażający, bulgoczący dźwięk, spowodowany wyłącznie szokiem termicznym.
„Najszybszy sposób na zbicie gorączki!” – zaśmiała się Sarah, wycierając ręce o dżinsy. „A teraz weź to i uciekaj stąd”. Idź do szpitala dla weteranów albo dokądkolwiek się wybierasz. Nie wracaj, dopóki nie przestanie zarażać. Nie pozwolę, żeby szczur zarazy zepsuł mi weekend.
Odwróciła się i weszła z powrotem do środka, po czym zamknęła drzwi balkonowe.
Czas się zatrzymał.