Umyłem ręce w zlewie; zimna woda zabarwiła tłuszcz na szaro. Spojrzałem na swoje odbicie w małym, popękanym lusterku nad zlewem. Oczy wpatrujące się we mnie były zmęczone. Zbyt wiele widziały. Widziały płonące wioski i umierających przyjaciół. Tęskniły za pokojem.
Dlatego znosiłem Sarę. Dla Emily. Dla Lily. Bo wojna była moim zadaniem, a pokój moim celem. Chciałem domu, w którym konflikty rozwiązuje się słowami, a nie bronią palną.
Chwyciłem kluczyki. Nie wiedziałem wtedy, ale kiedy wyszedłem z garażu, zostawiłem za sobą spokój. Wszedłem na teren wojny, a wróg był już za drutem kolczastym.
Część 2: Akt wojny
Jeśli ty