Ten dziedziniec, który jeszcze przed chwilą pachniał rozczarowaniem, zamienił się w najpiękniejszą imprezę na świecie. Wytatuowani mężczyźni niezgrabnie tańczyli z małą dziewczynką w różowej sukience, grając „Wioska, wieś, chcemy żołnierzy!”, a na koniec utworzyli uroczystą kolumnę, trzymając podpalone motocykle niczym aleję honoru, a Ana przeszła przez nich do stołu niczym mała królowa.
Kiedy nadszedł czas zdmuchnięcia świeczek, Wilk powiedział:
— Dziewczynko, wypowiedz swoje życzenie, ale pamiętaj o jednym: rodzina to nie tylko krew. Czasami Bóg zsyła ci braci i ojców na cały świat, zamaskowanych jako obcy ludzie, z hałaśliwymi motocyklami.
Ana zdmuchnęła świeczki, a płomienie zgasły w idealnym momencie, jak w filmie. Potem podniosła wzrok i powiedziała zdecydowanym głosem:
— Chcę dorastać odważna, jak mój ojciec. I żeby żadne dziecko nie było samo w swoje urodziny.
Wśród motocyklistów rozległ się ciepły szmer i po raz pierwszy od dawna poczułam, że moje serce zaczyna się goić.
Kiedy odchodzili, ich silniki zapaliły się chóralnie, ale nie po to, by hałasować, lecz na powitanie, a Ana machała do nich, aż zniknęli za rogiem.