Arina nie krzyknęła. Nie rozpłakała się. Nie próbowała uciekać. Po prostu zrobiła to, czego ją uczono. Szybko, precyzyjnie, bez zbędnych ruchów. Wyślizgnęła się, uderzyła – i chłopak wylądował na podłodze. Zrobiło się głośno. Wezwano rodziców. Dyrektor krzyczał, że Arina zagraża innym dzieciom. Że tak nie wolno. Że trzeba kontrolować emocje.
Ojciec odpowiedział spokojnie:
– Ona się broniła. Gdybyście ją chronili, do niczego by nie doszło.
Trzeba było zmienić szkołę. Przeprowadzić się. Zacząć od nowa. W nowym miejscu Arina obiecała sobie być jeszcze cichsza, jeszcze mniej widoczna. Chciała po prostu się uczyć, oddychać swobodnie, nie być bohaterką. Nie przyciągać uwagi. Nie stać się obiektem niczyjego zainteresowania.
Ale właśnie w tej szkole wziął ją za ofiarę Sema.